grand casino press is online casino gambling legal in the united states casino roulette game download online casinos no deposit bonus codes 2015 grand casino arcade tunica ms uk biggest online casino

Co nieco o psach


I.      Wstęp
II.     Posiadanie psa, a odpowiedzialność.
III.    Jak już jesteś człowiekiem odpowiedzialnym.
IV.    Wybieramy psa -  rasowy czy mieszaniec.
V.     Pies czy suka - co lepszego?
VI.    Żywienie hawańczyka (no i trochę o innych psach),
VII.   Kosmetyka hawańczyka (no i innych psów)
VIII.  Mój ulubiony temat - wychowanie psa i socjalizacja

I.
To miejce na naszej stronie poświęcamy różnorodnej tematyce związanej z psami, opieką nad nimi, praktycznymi poradami i hawańczykami.  Coś na kształt praktycznej obserwacji psów i nabytej "wiedzy stosowanej", z którą chcemy się z Tobą Czytelniku podzielić.  Mamy nadzieję, że nasze uwagi będą pomocne w podjęciu trudnej decyzji o posiadaniu psa, a tę część będziemy rozwijać treściwie, może trochę z przymrużeniem oka.

W dużej mierze inspitacją do tej części były pytania kierowane do nas i problematyka z jaką spotkaliśmy się dotychczas. Głównie treści będą autorstwa Bogusi, ale przy cenzurze Jarka (cyt. "a stara pieprzy trzy po trzy").

Życzymy więc miłego czytania, a pytania i uwagi prosimy kierować na naszego maila hodowlanego lub zapraszamy do nas na facebooku, czy na rozmowe telefoniczną.

II.
Tu chicielibyśmy opisać bardzo trudną problematykę, mianowicie odpowiedzialności.

Odradzam posiadanie psa, bo to i nie jest zbyt "czyste", trudno nieraz nauczyć go załatwiania potrzeb fizjologicznych poza mieszkaniem, a i zapach też nie jest za specjalnie przyjemny. Trzeba go wziąć na wakacje lub komuś podrzucić, trzeba ponosić koszty szczepień i pożywienia, kosmetyki i akcesoria dla zwierząt też nie są tanie, a jak zachoruje to  weterynarz jest  refundowany wyłącznie z naszej kieszeni.  No i jeszcze problem - żyją i mogą naprawdę długo żyć.

NIE ISTNIEJE RASA PSA DLA KAŻDEGO. NIE ISTNIEJE PIES DLA KAŻDEGO.

Posiadanie psa jest często mylone z beztroską przyjemnością posiadania słodkiej mordki, która do tego ma być piękna, no bo fajnie by było się "tym" pochwalić w około.
Niestety to nie jest tak... i tu zaczynają się przysłowiowe schody.
Jesteśmy obecni w grupie na facebooku m.in. "Nie!!! dla bandytów maltretujących zwierzęta". Posty tam zamieszczane są tak oburzające, że (i tu zacytuję klasyka) " nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić " ludzkie postępowanie wobec zwierząt. To właśnie czyni ta chwila, kiedy bierzemy takie "słodziutkie" szczeniaczki, a jak wyrastają to już nie bardzo chce nam się nimi zajmować, już się znudziły nam lub dzieciom, a i nie ma komu oddać, albo jakimś cudem pojawia się alergia itd. itd.
Pojawiają się argumenty co najmniej dziwaczne - a dla nas niezrozumiałe. Dlaczego? No bo przecież "człowiek" to jawi się jako stworzenie rozumne, czyli m.in. umie wnioskować, a nie posiadać dużo kasy bo stać go na zakup np. psa. Wie jaka jest przyczyna i jaki skutek. Jeżeli bierzemy do domu psa to się musimy nim zająć ze wszystkimi konsekwencjami, a i tymi najmniej przyjemnymi. Dla normalnego, średnio rozwiniętego i niekoniecznie majętnego człowieka jest to naturalne. Snobizm człowieka niestety powoduje dużo szkód i dla zwierząt.

Będę się powtarzać wielokrotnie - ale w Polse i na świecie nie ma obowiązku posiadania zwierząt, a nasze egoistyczne prawa kończą się tam gdzie naruszamy prawa innych (w tym i zwierząt). Niestety współczesny człowiek mówi wyłącznie o swoich prawach, a zapomina o obowiązku. Cieszymy się jednak, że ludzie coraz częściej ponoszą odpowiedzialność karną za bestialstwo wobec zwierząt, bo jakby nie patrzeć jest to nieludzkie i nieetyczne postępowanie człowieka.

III
Jak już jesteś człowiekiem odpowiedzilnym i postanowiłeś  Czytelniku czytać dalej to pewnie zadasz nam pytanie to dlaczego my mamy psy? Odpowiadam zawsze - jeden lubi znaczki, drugi jeździć na nartach a ja kocham psy (szczęśliwie Jarek też je polubił). Posiadanie psa dla mnie było wielkim marzeniem od dziecka i jak go już dostałam to żaden obowiązek dla mnie nie był przykry. Moja Argo (owczarka niemiecka) była najmądrzejszym,  najpiękniejszym i najukochańszym psem na świecie.
Obowiązek wobec psów jak sprzątanie, higiena, żywienie, opieka weterynaryjna to coś co jest naturalne w naszym życiu i nie przeszkadzają nam. To nasz styl życia, a psy są naturalnie obecne w nim - tak zwyczajnie bez wielkich ceregieli.
Z resztą nie lubię i drażni mnie określenie, że psa traktujemy jak dziecko. My tak nie traktujemy psów. Faktycznie jest to swoisty domownik i nie jest traktowany nigdy przedmiotowo a wyłącznie zawsze podmiotowo. Należymy to tej grupy właścicieli, którzy przyznają się do "wpuszczania" psa do łóżka.
Zapytasz Czytelniku - to po co je mamy skoro są kosztowne? Wcale, aż tak nie są kosztowne jeżeli rozsądnie się je wychowuje, a pieniądze wydaje "z głową" czyli jak w każdej dziedzinie naszego życia. Można kupić mięso za 200 zł i 10 zł, kosmetyki i akcesoria też różnie kosztują. Ten wybór zależy wyłącznie od nas.
Kosmetyka psa też nie jest kłopotliwa jeżeli nie mamy dużo psów,  może być to nawet duża rasa, no i oczywiście jeżeli wykonujemy to systematycznie, wówczas niekoniecznie musimy codziennie (to zależy też od rasy).
Jeżeli mamy psa z porządnej hodowli, która dba o warunki w jakich przebywają psy, suka ciężarna i szczenięta to są to zdrowe psy. Wówczas koszty weterynarza ograniczają się zazwyczaj do szczepień i odrobaczania.

IV.
Jeżeli chciałabym mieć tylko psa - nigdy nie wybrałabym psa rasowego.
Jeżeli chciałabym mieć charakter psa - nigdy nie wybrałabym mieszańca.
Czemu twierdzę, aż tak skrajnie? Wcale nie -  to nie jest skrajność.

Jeżeli mówię o rasie to tylko dotyczy to psów z FCI (Związek Kynologiczny w Polsce jest członkiem FCI), a nie jakichś stowarzyszeń czy klubów. Inne są zasady hodowlane w FCI, gdzie są psy oceniane pod kątem ustalonego wzorca rasy, a w stowarzyszeniach czy klubach  psy mają tylko potwierdzenie pochodzenia (nie rasy) psa. Używanie nazwy rasy w organizacjach nie uznanych przez FCI czy przez FCI jest dla mnie zwykłym plagiatem. Wiem, że to jest drażliwy temat i dlatego nie będę go rozwijać.

Od zawsze próbuję tłumaczyć ludziom, że psa nie wolno wybierać tylko na wygląd. Takie postępowanie jednak w przeważającej mierze występuje u ludzi. Podoba mi się wygląd rasy więc ją egoistycznie chcę. I nic bardziej mylnego. Dana rasa ma przede wszystkim specyficzny charakter. Świadomy hodowca mówi o wadach  swojej rasy i zaletach według niego, przy czym to co dla jednych jest zaletą dla innych może być wadą i odwrotnie.
Miałam to szczęście, że trafiłam na taką hodowczynię i bardzo jej podziękowałam za uchronienie psa od możliwości wybrania mu życia mało odpowiadającego mu u nas.
Świadomość wyboru charakteru psa poprzez wybór rasy zaoszczędzi nam wiele zawodów, bo to nie pies (rasa) jest "głupi" tylko człowiek "głupio" bo pochopnie wybrał. Wybierając rasę musimy najpierw uświadomić sobie jacy my jesteśmy, co nam nie będzie przeszkadzać i z jakimi problemami musimy się godzić.
Jak już wiemy jacy my jesteśmy to przechodzimy do pielęgnacji. I znowu - czy nam odpowiada właśnie taki sposób pielęgnacji, bo np. nie będziemy psa czesać często, albo właśnie to lubimy itd.

Mieliśmy szczęście w naszej krótkiej karierze hodowlanej, że nasze maluszki zostały wybrane przez nowych właścicieli świadomie i ze świadomością rasy. Naprawdę dla hodowcy jest to duży komfort i radość. Mam nadzieję, że czas pokaże same plusy i bezproblemowe funkcjonowanie naszych maluchów w swoich nowych rodzinach. Na razie tak właśnie jest. Z obserwacji w innych zaprzyjaźnionych hodolwach to się sprawdza w długiej perspektywie czasu.

Opieka weterynaryjna niestety jest konieczna niezależnie od rasowości. Oczywiście osobniczo może być różnie (tak jak u ludzi), a i nie bez znaczenia ma dobór rasy. Istnieją rasy obciążone genetycznie różnymi chorobami i wybierając taką rasę musimy być tego świadomi. Nie zgadzam się z obiegową opnią, że mieszańce są zdrowsze. Niestety spotkałam często mieszańce chorowite, bo były odchowane w złych warunkach, niedożywione, niezaopatrzone weterynaryjnie itd.
My nasze psy (hawańczyki i bernardyny) tylko szczepimy i odrobaczamy. Weterynarz bywa u nas jeszcze do oglądu szczeniąt po porodzie. I to na tyle. Więc i kosztowo nie ma problemów.

Jeżeli drogi Czytelniku chcesz mieć tylko psa i jesteś w stanie go wychować, bo nie wiesz jaki to będzie charakter, ale jesteś cierpliwy i odpowiedzialny  - to weź tylko mieszańca. Jest wiele psów naprawdę potrzebujących dobrych kochających domów. Żadną ujmą jest posiadanie psa nierasowego, może być on nawet brzydki. Z resztą określenia "ładny" czy "brzydki" to kwestia gustu. Mieszańce kochają nas tak samo jak rasowe.
Probelmatyczne mogą być miszance podobne do psów tzw. dużych  czy obronnych. W takich przypadkach nie polecałabym mieszańców, bo nie wiadomo jakie geny mają. Napewno nie ludziom niedoświadczonym.  Oczywiście może być różnie i jeżeli mamy świadomość takiej ruletki (albo będzie ok albo nie) to znowu wybór, ale i konsekwencje, należą do nas.

Naprawdę pies daje wiele radości, o ile pamiętamy, że na nas spoczywa obowiązek poprawnego wychowania i ułożenia psa.
Dzięki posiadaniu psa mamy przyjemność poznania wielu wartościowych, dobrych i uczuciowych ludzi, którzy nie zrobią nam krzywdy. Co prawda nie jest to regułą w 100 %, ale w przeważającej mierze się sprawdza.  Czyli minimalizujemy ryzyko obecności w naszym życiu osobników niepożądanych. Wnioskując - jeżeli człowiek jest dobry dla zwierząt i naturalnie ma opory przed ich skrzywdzeniem, to tym bardziej nie skrzywdzi ludzi.
Spotkani przez lata (a tak przez 30 lat) psiarze byli zazwyczaj pasionatami o pokojowej naturze. Nie mówię o hodowcach, bo to raczej "nawiedzeńcy", do których i ja należę. Jak rozmawiam z nimi "tak na szybko" to nie wiem kiedy upływa godzina albo dwie. Jarek mówi, że mogę mówić o psach 10 dni w tygodniu, więc Czytelniku jeśli zdecydujesz się na rozmowę ze mną o psach to licz się z dużą utratą czasu.
No i pies potrafi odstresować, bo kocha nas bezinteresownie, tym bardziej w dzisiejszych czasach jest  istotną cechą naszego pupila. Anegdotycznie mówi się, że pies jest lepszy od żony, bo niezależnie w jakim stanie się przyjdzie i kiedy to zawsze się cieszy na nasz widok.
Niezrównoważony pies zdarza się sporadycznie. To jakiego psa wychowamy to tak będziemy mieli.
Proszę wziąć nakładkę na moją subiektywną opinię i podzielić ją przez połowę, ponieważ ja należę do tych ludzi, dla których pies to nie problem o ile wybierze się rasę odpowiednią dla siebie.

V.

Pytanie  treści  " co wybrać psa czy suczkę, który jest lepszy"  jest pytaniem chyba najczęściej zadawanym. "Za"  i "przeciw" zasłyszane przeze mnie są różne. Jest to typowy archaik o zabarwieniu legend natury dziwnej. Przypomina mi się jak kiedyś z siostrą usłyszałyśmy od naszej krewnej w starszym weku,  jak na wsi ludzie powiadali skąd się biorą nietoperze. A no - jak mysz przeżyje 7 lat to jej skrzydła rosną i stąd jest nietoperz. Oczywiście z siostrą o mało nie udusiłyśmy się ze śmiechu.

Wstyd się przyznać, ale u mnie bardzo dawno temu gdzieś kiedyś coś takiego przemknęło po głowie. To tak jakbyśmy rozważali co lepsze kobieta czy mężczyzna? Wydaje się, że to pytanie jest nawet niestosowne w dzisiejszych czasach.

Prawda jest taka - ani jedno ani drugie. Mamy i psy i suki. Z płcią wiążą się głównie fizjologiczne zachowania. Nie jest napewno prawdą, że suka jest bardziej przywiązana do człowieka.
Zdarza się, że psy niestety znaczą kąty w domu (nie jest to regułą) głównie wtedy kiedy sa obecne inne psy. Podobno kastracja pomaga. Bard jest wykastrowany, ale u niego to nie minęło, Leo nie jest a nie "podlewa". Nasze psy akurat są znaczne większymi pieszczochami niż nasze suczki za wyjątkiem Nayry. Więc my tutaj nie zauważamy żadnej reguły zależnej od płci. Może psy się mniej kłócą - tak jak mężczyżni :)
Suki znowu mają cieczkę, przy czym możemy je wysterylizować i mamy z głowy "kłopot. Dominuje u nas w stadzie suka, a to bardzo często się zdarza.

VI.
Żywienie hawańczyka nie jest problematyczne, bo są to psy niewybredne. Nie mają alergii czy jakichś perturbacji pokarmowych. Ilościowo podaje się ok 30 dkg dziennie na dorosłego hawańczyka, ale my podajemy w zależności od potrzeb tj. trochę mniej albo więcej. Leo musi jeść mniej, a reszta ile chce bo nie są przepadliste i ociężałe.

W zależności od rasy żywenie może być zróznicowanie, w tym tolerancja na pewne pokarmy. Dlatego należy dowiedzieć się czym żywić i w jakich ilościach.

Nasze hawany były wybredne (za wyjątkiem Leo ), bo nawet miały problem z jedzeniem mięsa. Zrobiłam tzw. "dzień sportowca" przez parę dni i psy z powrotem zaczęły regularnie jeść. Rodzina zrobiła mi awanturę, że głodzę psy i ja mogę nie jeść, ale postawiłam na swoim. Powodem było nasze dziwaczenie, bo jak pies nie chciał jeść to dawało się to co chciał, albo wyszukiwało co by zechciał. Takie postępowanie właścicieli psów rasowych i nierasowych jest złe.

Leo je wszystko i w każdych ilościach, więc tu musimy uważać na ilości i miejsce karmienia (je zamknięty w klatce), nawet bernardynom wyje z miski. Wyhodowany w rewelacyjnych warunkach, a zachowuje się jakby głodzili cztery pokolenia przodków i on musi to nadgonić. Takie psy się zdarzają i poprostu musimy obserwować kiedy zmniejszyć ilość. Otyły pies, tak jak człowiek, zdrowy nie będzie i szybciej umrze.

Ja jestem zwolennikiem żywienia wyłącznie naturalnego. Oczywiście sucha karma jest dopuszczalna prawnie i szeroko propagowana, nawet przez weterynarzy. Ja jednak mówię - jeżeli ktoś będzie przez rok wyłącznie na sztucznym pokarmie i będzie miał dobre wyniki to uwierzę, że to jest żywienie właściwe i dla psów.
Osobiście jestem zwolennikiem diety BARF. Można bez żadnych problemów bardzo dobrze zbilansować pokarm i nie jest to kłopotliwe. Sucha karma jest tylko wygodniejsza, bo "się tylko sypnie".
Benardyny nasze są w ten sposób żywione, natomiast hawańczyki nie. Powód prosty - część chce jeść surowe mięso a część nie.
Jak żywię?
- podaję drób z kośćmi, ssaków nie jem i nie podaję ideologicznie też psom,
- podrobów nie podaję - moje po wątrobie miały biegunkę (surowej i gotowanej),
- surowe żółtka jaj w częstotliwość zależnej od wielkości i wieku psa, dlatego nie podaję już sztucznych witamin,
- białka surowego jaj nie podaję, poniważ moje psy mają biegunkę, ale tu spotykam różne reakcje psów u innych właścicieli,
- rybę na parze,
- jugurt naturalny, ser biały czy żółty nie zawsze chcą zjeść,
- jako wypełniacz ryż, ale może być też makaron, nie podaję kaszy.
Oczywiście można jeszcze: len, skorupki jaj, tran, warzywa, owoce. Podobno hawańczyki lubią marchewkę - nasze nie lubią.
Jak widać wachlarz jest spory i to też zależy od nas. Nie dziwaczymy przy żywieniu, chociaż tej reguły nie specjalnie się trzymamy. Moja mama lubi karmić maluchy i je rozpuszcza, a one ją za to uwielbiają. Oczywiście Leo jak widzi mamę to szaleje no bo zawsze coś dostanie. Mama musi być nadzorowana bo lubi coś dorzucić mu do miski i powtasza cyt. "no już mu daję mniej", albo daje niby wszystkim tylko, że Leo jest pierwszy.
Generalnie hawany nie są obżartuchami ani pazerne ani wybredne - no w tym zakresie nie ma żadnych problemów.

VII.
Kosmetyka hawańczyków nie jest kłopotliwa, ponieważ mają tzw. włos czyli sierść nieliniejącą, przynajmniej kudłów nie ma w domu. Wiem co mówię, bo mamy bernardyny, przy których na ogródku mamy pełno kłaków jak linieją.
Hawany wystarczy wyczasać grzebieniem z długimi "zębami", takimi zwykłymi dla psów długowłosych,  a częstotliwość  zależy od gęstości szaty. W efekcie czeszemy  od codziennie do raz w tygodniu. Przy czesaniu spotkałam dwie szkoły: na mokro (bo nie łamie włosa) i na sucho (bo nie zbija włosa). Tak naprawdę musimy sami sobie wypróbować.
Czesać można jeszcze szczotką z długimi lub średnimi "zębami" (bez "kulek" na końcach). Ja generalnie nie lubiłam szczotek, ale ponoć trzeba, a dopiero potem grzebieniem  dokańczamy. Polubiłam już i jest to u mnie narzędzie niezbędne.
Pudlówka średnia lub mała do rozczesania kołtunów (taka bez "kulek" na końcach) - też jej nie lubię ale ponoć też trzeba ją mieć i używać.
Reasumując- już wiem, że narzędzia są bardzo ważne w szczególności jeżeli chcemy psy wystawiać.

Kąpanie - zwyczajnie w wannie albo bardzo dużym zlewie. Ja kąpię pod bieżącą ciepłą (nie za mocno) wodą,  myję szamponem. Można potem nałożyć odżywkę do spłukiwania, ale ja tego nie robię (albo sporadycznie), bo wolę odżywki nie do spłukiwania. Ważne - dobrze trzeba spłukać cokolwiek nałożymy na psa, bo się będziie drapać. Tu trzeba uważać na uszy, żeby nie zalać, bo możemy doprowadzić psa do zapalenia ucha (np. nie wytrzemy i zawieje uszy) co u kłapouchów (każdych) może być fatalne do wyleczenia.

A jak nie wystawiamy to nazwyczajniej w świecie - obcinamy jak chcemy. Ja obcinam na bouviera  - rozpiętość wagowa w rasach duża, ale  tak mi sie podoba.

Kosmetyki - a tu hulaj dusza piekła nie ma,  cuda niewidy są na rynku, a co wybrać to tudno.

Kosmetyki - uff - koszmar. Ja dostałam prawie obłędu, no bo potrzebowałam takie na wystawę i po domu.
Różne różniste opinie słyszałam, a i wiele wypróbowałam tj. od kosmetyków ludzkich po psiarskie. 
Spotkałam Panią Małgosię (imię to jest szczęśliwe na mojej drodze psowej), która pomogła wybrać mi i narzędzia i kosmetyki. Jestem bardzo zadowolona - jeżeli ktoś  chciałby to podam (na maila czy telefonicznie) wszelkie dostępne namiary, opinie i rady. Pani Małgosia (hodowca, groomer i czonek ZKwP O/Będzin) jest bardzo życzliwa, ma doświadczenie i stosowne wykształcenie.

Mamy sześć hawanów i każdy ma inny gatunek włosa. Niby zbliżony do siebie ale, jednak różni się. Dlatego też i kosmetyki stosuję różnie i różne. Myślę, że jak dochowam się ze 20 egzemplarzy i popraktykuję to będzie dobrze. Trening czyni mistrza - więc ćwiczę.
Wiem tylko tyle - nie zrażaj się drogi Czytelniku jak Ci nie będzie wychodzić - nie święci garnki lepią to i Tobie wyjdzie.

Jeżeli nie chcesz wystawiać psów drogi Czytelniku no to masz z górki - czyli nie dostaniesz obłędu. Najprostszy (czyt. najtańszy) szampon wystarczy, nawet ludzki.  Oczywiście psiarze zawrzeszczą mnie, że absolutnie nie "ludzki" bo to inne PH i niszczy włos. Suma sumarum - nie należy wydawać kroci aby pies był zadbany, zdrowy i zawsze efektowny. Nie dajcie się naciągnąć, ale jeżeli ktoś ma życzenie to i tu może wydawać ile dusza zapragnie. To też zależy od nas.

Sztuka groomerska to faktycznie ciężka sprawa, ale też dla ludzi.

VIII.

Tak, to mój ulubiony temat. Wychowanie psa, jak się z nim dogadać, co zrobić żeby szczenię od urodzenia zsocjalizować itd.itd.? Bardzo polecam książki Stanleya Corena - raz, że na wysokim poziomie merytorycznym, dwa, że świetnie napisane i dobrze je się czyta, a trzy zastosowałam z powodzeniem w praktyce. Książek napisano multum w tym temacie i warto je przeczytać, chociażby dla samej wiedzy, a niekoniecznie musimy się z nimi zgadzać.
Obserwacja zachowania psa, co i jak zastosować aby się z nim dogadać jest dla mnie fascynujące. Tu wchodzę na pole mojej pasji, a dotyczacej psychiki psa.

W sumie przysłowie "czego Jaś się nie nauczył tego Jan nie będzie umiał" pasuje tu idealnie, chociaż dotyczy ludzi. Jak nauczymy psa funkcjonowania  z nami to tak będziemy mieć. Pamiętaj drogi Czytelniku - to nie pis jest "głupi". Jeżeli naukowcy podają, że rozumienie psa jest na poziomie dziecka 2-3 latniego to oznacza, że my musimy zniżyć się do pooziomu psa i zacząć myśleć po psiemu (nigdy odwortnie).

Zaczynamy od szczenięcia - stosujemy socjalizację od pierwszych minut po urodzeniu.
Oczywiście szczenięta są przy nas. Niby zwykłe zachowanie jak branie na ręce. Zawsze przeze mnie są wycałowane -  wiem  - dla znakomitej większości jest to odrażające, ale nie dla mnie.
Wszystko jest ważne - np. krótkotrwałe zmiany temperatur wywołujące pozytywny stres u psa. Światło, które u nas jest obecne przez całą dobę do momentu, aż nie otworzą im się oczka.To jest moja fobia.  Szczenięta zawsze przebywają w pomieszczeniach ze światłem naturalnym, ale już po otwarciu oczek nie świecimy im w nocy.
To dopiero początek i tak zaczynamy socjalizację. NIe bez znaczenia są odgłosy różnych przedmiotów i ludzi. Obecność innych ludzi i zwierząt. Socjalizacja każdego psa (niezależnie od rasy) od urodzenia jest niezwykle istotna i najważniejsza.  To właśnie w tym wieku zaniedbania mogą mieć nieodwracalne skutki.

No i zaczynają szczenięta rosnąć. To jest dla nas najfajniejszy okres, bo one są przezabawne i niezwykle urocze.

Psy należy uczyć stopniowo wszystkiego. Pierwszą komendą jakiej ja ich uczę jest "Fe". Dlatego, że maluchy wlezą wszędzie, chcą wszystkiego spróbować i przetestować, a wszystko co znajduje się w ich zasięgu to świetne zabawki. No, jak każde ssaki.
Często słyszałm, że psa to należy uczyć prawidłowo z przysmakiem albo bez, wydawać polecenia tylko komendami powszechnie przyjętymi np. zwrócono mi uwagę - nie komendą "leżeć" tylko "waruj" (nigdy nie wydałam takiej komendy i jej nie znoszę) , albo musi umieć  wykonać podstawowe polecenia.

Ja mówię - to wszystko bzdura lub dziwaczenie (jak kto woli). Dlaczego? Po pierwsze musimy wiedzieć do czego pies jest przeznaczony np. inne wymogi będą dla psów przewodników (to wielka sztuka treserska) czy myśliwskich (należymy do przeciwników polowań), a inne dla towarzyszących. Przeważnie psy są naszymi domownikami. Dlatego należy nauczyć ich życia wg zasad panuących w naszym domu, a polecenia wydawać  takimi komendami jakie nam pasują. Zawsze wydając komendę wykonuję gesty przyporządkowane danej komendzie. U mnie jest to odruch, chyba już bezwarunkowy. Jak mi się nie chce mówić to "macham" rękami i też psy rozumieją.

Czy nasze psy są wychowane? Pewnie dla jednych tak, a dla drugich nie. Dla nas tyle wystarczy co umieją i rozumieją. Wystarczy, że są zrównoważone, nie sa agersywne i nas słuchają.

Czy mówimy do psów? Pewnie, że tak i to całymi zdaniami, ale komendy wydajemy krótkie i takie, które kojarzą się tyko z daną czynnścią i nie są słowami przez nas nadużywanymi. Jednak psy je kojarzą i rozumieją doskonale.

Czy karcimy psy? Pewnie, że tak. Uwaga - nie wolno bić psa! Nic się tym nie uzyska, poza zniszczeniem jego psychiki. Generalnie podszypuje się psa za kark lub podbródek i jednocześnie wykonuje głośno komendę (u nas "Fe)", ale wyłącznie w czasie kiedy pies właśnie dokonuje "czynu zabronionego". Przy nauce załatwiania potrzeb fizjologicznych dodatkowo przenosi się tam gdzie chcemy aby to pies zrobił. Jak pies skojarzy komendę "Fe" to zazwyczaj wystarczy ją wypowiedzieć głośno.

Przede wszystkim  - NIGDY nie należy wydawać komendy na próżno bez kosekwencji tzn. wydajemy a zaraz coś innego sprzecznego, bo nam się odwidziało. Popisywanie się przed innymi jak to pies robi wszystko z podporządkowaniem co my chcemy świadczy tylko o tym, że nie powinniśmy mieć psa. Psy lubią uczyć się razem z nami, bo lubią z nami przebywać. Z resztą skrajności, przesada i brak rozsądku nie sprawdzają się w żadnej dziedzinie naszego życia, czyli w wychowywaniu psa również.

Jaką zachętę stosuję do nauki psa? A różnie, w zależności od tego jak oporny na naukę był pies. Jedne lubiły przysmaki, a inne pochwały. Nowe metody typu kliker też są skuteczne.
Każdy zachwala swoją metodę nauki, ale ja nie jestem skłonna postawić wyłącznie na jedną. Nasze psy chodzą "na palec" tj. pokazuję co mają robić i robią. To nie jest wcale trudne, a wręcz do nauczenia bez problemu i przez każdego. Do tej pory nasze psy lubiły najbardziej jak je chwaliłam. Robię to przesadnie i one są wniebowzięte, a wtedy robią wszystko co ja chcę. Niestety czasami uczyłam czegoś (tu głównie czegoś na wystawy) co im wcale nie pasowało. Wtedy stosowałam przysmaki. Natomiast nasz Leo - reaguje tylko na przysmaki i to każdą ich ilość wg zasady im więcej tym lepiej. Zrobi wtedy wszystko i bardzo się szybko uczy, wręcz błyskawicznie, a pochwały nie są dla niego wcale atrakcyjne.

Nie zgadzam się z udawadnianymi nawet naukowymi twierdzeniami, że psy są zwierzętami bez uczuć, rozumu i nie myślą. Przykładów tylko z naszych psów mogłabym podać dużo. Najlepszą sztuczkę wymuszającą wejście do domu wykonuje Iris. Trzęsie się przesadnie cała jakby było jej zimno. Ciekawe jest to, że potrafi to wykonać przy letnich upałach, a patrzy na nas niesamowicie żałośnie. Przekraczając próg domu przestaje nią trzęść. Zabawnie to wygląda. Nie jest to niczym wyjątkowym. Psy obserwują nas, nawet jak nam się wydaje, że tak nie jest. Kojarzą pewne zachowania ze skutkami z nich wynikającymi.

Agesja u psów jest większa lub mniejsza. Dużym problemem jest mentalość ludzka, która chce mieć psa silnego i najmocniejszego. To niestety objawia się u osób posiadających psy obronne. Jest mi ciężko nazwać takie postępowanie, nie rozumiem tego i nie jestem w stanie wyszukać logicznych argumetów to uzasadniających. Niestety widziałam wielokrotnie jak ludzie napawali się szczuciem psa i wzrastającą  w nim agresją. Nawet niedawno przy naszej posesji szedł starszy mężczyna z bulterierem, który "sprawdzał" go przez płot na naszym bernardynie (ponad 100 -u kilowym). Zawołałam Juniora (już mocno podnieconego) i odszedł, a osobnik chyba się zmieszał i też szybkim krokiem poszedł w swoją stronę.
Czy tak trudno zrozumieć człowiekowi (niby myślącemu), że pies to zwierzę mogące być świetnym narzędziem potrafiacym skutecznie zabić? Przysłowiowej Ameryki nie odkrywam. Wiele ras ma agresję w sobie i znakomicie wie jak ją wykorzystać w określonych sytuacjach. Jeżeli nie potrafimy sobie poradzić z takimi psami to powinniśmy po pierwsze nie decydwać się na ich posiadanie, a jeżeli już mamy to skorzystać z profesjonalnych szkoleń potrzebnych bardziej człowiekowi niż psom. Człowiek jest przewodnikiem psa i musi być rozsądny.

  W wolnej chwili  .... CDN